Tesla Robotaxi: wielka premiera wizji, której nikt nie widział na oczy

Tesla Robotaxi: Wielka premiera wizji, której nikt nie widział na oczy

Taksówka bez kierowcy i bez… daty premiery

Elon Musk po raz kolejny, z gracją godną baletmistrza omijającego kałuże, przesunął datę premiery długo wyczekiwanego projektu Robotaxi. Oficjalny powód? „Konieczność doprecyzowania kluczowych elementów wizualnych frontu pojazdu”. To doprawdy uroczy eufemizm na fakt, że technologia, która według obietnic sprzed lat miała już teraz czynić z każdego właściciela Tesli rentiera zarabiającego na spaniu, wciąż ma irytującą tendencję do gubienia się na nieco bardziej skomplikowanych rondach. Wizja floty autonomicznych taksówek, które eliminują potrzebę posiadania własnego auta i same zarabiają na ratę leasingową, jest przepiękna – niemal tak piękna jak obrazy generowane przez AI. Czar jednak pryska w momencie, gdy przypomnimy sobie, że Tesla od lat ma problem z tak fundamentalną kwestią, jak poprawne działanie wycieraczek w trybie automatycznym. Jeśli system nie potrafi odróżnić deszczu od słońca, to powierzenie mu nawigacji w centrum Warszawy w godzinach szczytu brzmi jak scenariusz filmu katastroficznego.

Kurs akcji jako główny produkt eksportowy firmy

W specyficznym uniwersum Tesli produktem końcowym dawno przestały być samochody zjeżdżające z taśmy, a stały się nimi obietnice serwowane na profilu Elona. Robotaxi to idealny przykład „wiecznego projektu” – cyfrowego jednorożca, który pozwala na generowanie futurystycznych renderów i systematyczne podbijanie wyceny giełdowej, nie wymagając przy tym fizycznego dostarczania czegokolwiek do salonów czy klientów. To genialne w swej prostocie: zamiast przejmować się łańcuchem dostaw, kontrolą jakości czy serwisowaniem tysięcy pojazdów, wystarczy raz na pół roku pokazać slajd z nowym designem zderzaka. Inwestorzy zdają się znajdować w permanentnym stanie euforycznego zachwytu nad wizją przyszłości, w której nikt nie musi prowadzić, nikt nie płaci za paliwo i – co najważniejsze dla księgowych – nikt nie zadaje niewygodnych pytań o realną datę dostawy pierwszej floty.

Mistrzostwo świata w zarządzaniu oczekiwaniami

Można odnieść wrażenie, że Tesla doszła do perfekcji w dyscyplinie, którą roboczo można nazwać „handlem przyszłością”. Sprzedają nam wizję tak intensywnie i tak długo, aż wszyscy zbiorowo zapomnimy, jak wygląda szara teraźniejszość, w której auta tej marki wciąż wymagają trzymania rąk na kierownicy (i to bardzo kurczowo). Robotaxi to marchewka na kiju, która ma odciągać uwagę od faktu, że konkurencja – zwłaszcza ta z Chin – nie bawi się w filozoficzne dywagacje o designie frontu, tylko po prostu zalewa rynek gotowymi autami. Ale hej, dopóki kurs akcji rośnie na fali kolejnych „historycznych” ogłoszeń o przesunięciu premiery, Elon może spać spokojnie. W końcu po co budować taksówki, skoro można budować legendę o nich?

Anna Rajczak

Przewijanie do góry
Ta witryna jest zarejestrowana pod adresem wpml.org jako witryna rozwojowa. Przełącz się na klucz witryny produkcyjnej na remove this banner.