
Tesla Roadster znów opóźniony. Tym razem winna jest pogoda
Tesla Roadster miał zostać pokazany 1 października. Nie zostanie. Firma przesunęła wydarzenie na 15 października 2026 roku, tłumacząc decyzję prognozowanymi trudnymi warunkami pogodowymi w Teksasie i tym, że prezentację można przeprowadzić wyłącznie na zewnątrz. Normalnie byłaby to informacja organizacyjna niewarta większej uwagi. Tyle że mówimy o samochodzie zaprezentowanym po raz pierwszy w 2017 roku, którego dostawy miały ruszyć w 2020. W przypadku Roadstera nawet chmury burzowe zaczynają więc wyglądać jak kolejny rozdział wyjątkowo długiej historii.
Tesla zapewnia, że tym razem chodzi rzeczywiście o pogodę. Według komunikatu firmy prognozy dla miejsca wydarzenia wskazywały na poważne warunki atmosferyczne, dlatego plenerową prezentację przełożono o dwa tygodnie. I trudno mieć pretensje do producenta o to, że nie chce organizować widowiska podczas burzy. Problem polega raczej na tym, że Roadster został już opóźniony tyle razy, że każde kolejne przesunięcie automatycznie brzmi jak żart napisany przez internet przed internetem.
Samochód z 2017 roku, który wciąż reprezentuje przyszłość
Gdy Tesla pokazała drugą generację Roadstera w listopadzie 2017 roku, jego zapowiadane parametry wyglądały niemal absurdalnie. Minęło dziewięć lat i część z nich nadal robi wrażenie. Polska strona Tesli wciąż podaje przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 2,1 sekundy, prędkość maksymalną przekraczającą 400 km/h oraz zasięg około 1000 km. Auto ma przy tym mieścić cztery osoby i posiadać zdejmowany szklany dach.
Tyle że przez dziewięć lat świat motoryzacji nie siedział cierpliwie w poczekalni. Elektryczne Porsche Taycan doczekało się kolejnych wersji, Rimac zbudował Neverę, chińscy producenci zaczęli prezentować auta o osiągach jeszcze niedawno zarezerwowanych dla hipersamochodów, a elektryczne modele rozpędzające się do setki w około dwie sekundy przestały należeć wyłącznie do świata prezentacji PowerPoint. Największym problemem Roadstera nie jest więc dziś udowodnienie, że elektryczny samochód może być absurdalnie szybki. Rynek zdążył już to udowodnić bez niego.
Tesla musi pokazać coś więcej.
I tutaj zaczyna się najbardziej interesująca część historii.
Bo podobno zwykłe cztery koła już nie wystarczą
Reuters informował wcześniej, że podczas prezentacji może pojawić się specjalna wersja Roadstera wykorzystująca system zimnogazowych dysz opracowanych we współpracy ze SpaceX. Elon Musk mówi o podobnym pomyśle od lat. Jeszcze w 2018 roku zapowiadał opcjonalny pakiet SpaceX z około dziesięcioma niewielkimi dyszami mającymi poprawiać przyspieszenie, hamowanie i zachowanie auta w zakrętach. Padały nawet sugestie dotyczące możliwości krótkotrwałego uniesienia samochodu. Aktualny zakres rozwiązania pozostaje jednak niepotwierdzony i właśnie dlatego październikowa demonstracja będzie tak interesująca.
Fakt, że wydarzenie musi odbywać się na zewnątrz, oczywiście natychmiast podsycił spekulacje dotyczące tego, co Tesla zamierza pokazać. Firma tego nie wyjaśniła. Jeżeli jednak dziewięć lat po pierwszej prezentacji Roadster ma wrócić tylko jako bardzo szybki elektryczny supersamochód, będzie musiał konkurować z rynkiem zupełnie innym niż ten z 2017 roku. Jeżeli natomiast Musk naprawdę wyciągnie na scenę coś, co bardziej przypomina połączenie supersamochodu z technologią SpaceX, Tesla może otrzymać dokładnie taki moment medialny, jakiego potrzebuje.
W końcu niewiele rzeczy lepiej przywraca uwagę internetu niż samochód, przy którym trzeba zacząć dyskusję od pytania: „czy to jeszcze samochód?”.
Roadster jest dziś ważniejszy jako symbol niż jako produkt
Pod względem wielkości sprzedaży Roadster prawdopodobnie nigdy nie będzie dla Tesli szczególnie istotny. To halo car – produkt mający przede wszystkim demonstrować możliwości technologiczne i budować wizerunek marki. Ten wizerunek jest obecnie szczególnie ważny, ponieważ Tesla coraz mocniej próbuje przekonać świat, że nie należy już patrzeć na nią jak na zwykłego producenta samochodów.
Firma inwestuje ogromne środki w AI, autonomiczną jazdę, robotaxi, humanoidalnego Optimusa i infrastrukturę obliczeniową. Tesla zapowiedziała na 2026 rok wydatki inwestycyjne przekraczające 25 mld dolarów, podczas gdy w 2025 roku wydała 8,53 mld dolarów. 29 września ujawniła dodatkowo nowe linie kredytowe o łącznej wartości 30 mld dolarów, które zapewniają jej finansową przestrzeń m.in. dla inwestycji związanych z AI, infrastrukturą obliczeniową i nowymi projektami produkcyjnymi.
Roadster trochę nie pasuje do tej nowej Tesli. Nie jest robotaxi. Nie jest robotem. Nie jest centrum danych. Nie rozwiązuje problemu autonomicznego transportu miejskiego. Jest natomiast czymś, czym Tesla kiedyś była wyjątkowo skutecznie: produktem zaprojektowanym po to, aby ludzie patrzyli i pytali „jak oni to zrobili?”.
Być może właśnie dlatego Musk tak bardzo go potrzebuje.
Tylko data premiery starzeje się szybciej niż samochód
Najbardziej niezwykłe w historii Roadstera jest to, że samochód nadal formalnie pozostaje projektem przyszłości, mimo że jego pierwotna data rozpoczęcia dostaw znajduje się już sześć lat w przeszłości. Tesla pokazała prototyp w 2017 roku i zapowiadała produkcję od 2020. Później priorytety się zmieniały, terminy przesuwały, a firma zajęła się Cybertruckiem, Semi, autonomią, robotami i AI.
Najnowsze dwutygodniowe przesunięcie z 1 na 15 października samo w sobie nie świadczy więc o problemach z projektem. Powód jest konkretny i banalny: pogoda. Trudno jednak nie docenić ironii sytuacji. Tesla od niemal dekady pracuje nad samochodem, który ma przesuwać granice fizyki, korzystać z technologii SpaceX i być jednym z najbardziej ekstremalnych pojazdów drogowych świata.
A jego najnowszym przeciwnikiem okazał się deszcz.
Jeżeli prezentacja 15 października rzeczywiście się odbędzie, najważniejsze nie będą jednak kolejne obietnice. Po dziewięciu latach tych Roadster zgromadził już wystarczająco dużo. Znacznie ciekawsze będą gotowy samochód, rzeczywiste możliwości, plan produkcji i konkretna data pierwszych dostaw.
Bo w przypadku Tesli Roadster największym osiągnięciem technologicznym nie musi już być zejście poniżej dwóch sekund do setki.
Może nim być po prostu zejście z prezentacji na linię produkcyjną.
Anna Rajczak