Tesla Model 2: legendarny tani elektryk za 25 tysięcy dolarów

Tesla Model 2: legendarny tani elektryk za 25 tysięcy dolarów

Tesla: Demokratyzacja luksusu w wersji oszczędnościowej

Plotki o Modelu 2, czyli mitycznej „Tesli dla ludu” z ceną startową na poziomie 25 tysięcy dolarów, powracają do medialnego obiegu z regularnością bumerangu. Co ciekawe, dzieje się to zazwyczaj dokładnie wtedy, gdy chińskie marki typu BYD czy Xiaomi zaczynają zbyt mocno podgryzać rynkowe udziały Tesli, zalewając Europę i Azję autami, które faktycznie istnieją i jeżdżą. To fascynująca strategia komunikacyjna: zapowiedzieć tani, rewolucyjny model, który ma zdemolować konkurencję, a następnie… całkowicie o nim zapomnieć i skupić się na budowaniu humanoidalnych robotów, które na obecnym etapie potrafią jedynie powolnie machać do publiczności lub podnosić puste kartony. Model 2 stał się technologicznym odpowiednikiem Yeti – wszyscy o nim słyszeli, niektórzy twierdzą nawet, że widzieli niewyraźne zdjęcia z fabryki w Chinach, ale jak dotąd nikt nie postawił go w swoim garażu, a lista oczekujących jest dłuższa niż cierpliwość fanów do obietnic Elona.

Minimalizm według Tesli, czyli brak wszystkiego (z wygodą włącznie)

Aby osiągnąć mityczną barierę cenową 25 tysięcy dolarów w realiach zachodniej produkcji, Tesla prawdopodobnie musiałaby zrezygnować ze wszystkiego, co uznaje się za zbędny luksus. W praktyce oznaczałoby to usunięcie klamek (które w Teslach i tak częściej chowają się, niż działają), fizycznych przełączników (które już dawno wyemigrowały na ekran dotykowy) i być może samej kierownicy, którą zastąpi sterowanie za pomocą mrugnięcia okiem lub „inteligentnych” algorytmów. Kupując Model 2, mógłbyś otrzymać cztery koła, baterię i tablet, a za resztę elementów – takich jak fotele czy dach – prawdopodobnie musiałbyś dopłacić w formie miesięcznego abonamentu. To wizja minimalizmu, która balansuje na granicy ascetyzmu, ale hej – przynajmniej miałbyś logo Tesli na masce, nawet jeśli maska byłaby wykonana z odchudzonego kompozytu o grubości kartonu.

Czy Tesla w ogóle chce sprzedawać tani samochód?

Prawdziwe, fundamentalne pytanie brzmi jednak inaczej: czy Tesla w ogóle ma interes w tym, by wprowadzić na rynek budżetowca? Marże na luksusowych Modelach S i X są dla księgowych znacznie przyjemniejsze niż mordercza walka o każdy cent przy masowej produkcji taniego auta dla mas. Walka w segmencie budżetowym to ciężka harówka w błocie, gdzie konkurencja z Chin ma przewagę logistyczną i surowcową. Model 2 pozostaje więc idealnym „straszakiem” na konkurencję i inwestorów – produktem widmo, który materializuje się tylko w efektownych prezentacjach Powerpoint podczas konferencji dla akcjonariuszy. To marchewka, która ma nas przekonać, że Tesla wciąż jest firmą dla każdego, podczas gdy w rzeczywistości coraz bardziej przypomina ekskluzywny klub dla tych, których stać na bycie królikami doświadczalnymi najnowszych wizji Muska.

Anna Rajczak

Przewijanie do góry
Ta witryna jest zarejestrowana pod adresem wpml.org jako witryna rozwojowa. Przełącz się na klucz witryny produkcyjnej na remove this banner.