
Full Self-Driving: Autonomia (Twojego portfela)
Dziesięć lat obietnic, czyli dlaczego „już za rok” to stan umysłu
Tesla właśnie ogłosiła kolejną „przełomową” aktualizację systemu Full Self-Driving (FSD), oznaczoną dumnym numerem 13. Elon Musk, z typowym dla siebie entuzjazmem, ogłosił, że tym razem to naprawdę ta wersja, która pozwoli Ci spać na tylnym siedzeniu, podczas gdy auto dowozi Cię do pracy. To fascynujące, jak termin „pełna autonomia” stał się w Tesli pojęciem elastycznym, niemal metafizycznym – czymś w rodzaju cyfrowego horyzontu, który oddala się o kilometr za każdym razem, gdy zrobisz krok w jego stronę. Od dekady słyszymy, że przełom nastąpi „w przyszłym roku”, co czyni z Tesli najbardziej zaawansowany na świecie generator nadziei, zasilany czystą energią elektryczną i desperacją inwestorów. Kupując FSD, nie płacisz za oprogramowanie; płacisz za bilet wstępu do najdroższego w historii klubu ludzi wierzących, że fizyka i prawo to tylko sugestie, które Elon rozwiąże kolejnym patchem.
Jazda na krawędzi (krawężnika) i testy na żywym organizmie
W praktyce nowa aktualizacja v13 skupia się na „usprawnieniu procesów decyzyjnych w trudnych warunkach”. W tłumaczeniu na język ludzi, którzy faktycznie jeżdżą tymi autami i chcieliby dożyć kolacji: Tesla być może przestanie w końcu mylić wschodzący księżyc z żółtym światłem, a cienie pod wiaduktami z betonowymi ścianami. To absolutnie niesamowite, że po wydaniu kilkunastu tysięcy dolarów na pakiet FSD, użytkownicy wciąż z uśmiechem na ustach pełnią funkcję darmowych testerów beta. Ich zadaniem jest siedzenie w pełnym napięciu, z dłońmi milimetr od kierownicy, by pilnować, czy ich „autonomiczne” auto nie postanowi nagle zaparkować w witrynie kawiarni lub uznać barierki energochłonnej za opcjonalny element krajobrazu. To najbardziej kosztowny wolontariat świata, w którym królikiem doświadczalnym jest Twoje własne ubezpieczenie i zniżki za bezszkodową jazdę.
Cyfrowy makijaż i wysoka rozdzielczość Twoich lęków
Ale hej, nie bądźmy tacy surowi! Przynajmniej wizualizacja na centralnym ekranie jest teraz płynniejsza niż kiedykolwiek. Dzięki v13 możesz obserwować swój potencjalny wypadek w oszałamiającej wysokiej rozdzielczości, z renderami innych aut, które już nie drżą, jakby miały atak padaczki. Tesla doszła do perfekcji w maskowaniu braku postępu technicznego za pomocą ładnych animacji. Co z tego, że samochód wciąż wymaga Twojej uwagi co 15 sekund, skoro na ekranie widzisz cyfrowy świat w 60 klatkach na sekundę? To kwintesencja strategii Muska: jeśli nie potrafimy sprawić, by auto myślało jak człowiek, sprawmy, by ekran wyglądał tak nowocześnie, żeby właściciel wstydził się przyznać, że właśnie o mało nie skasował felgi na krawężniku, który system „widział”, ale postanowił zignorować w ramach „nauki maszynowej”.
Anna Rajczak