Tesla FSD dostało zielone światło w Europie. „Full Self-Driving” nadal potrzebuje kierowcy

Tesla FSD dostało zielone światło w Europie. „Full Self-Driving” nadal potrzebuje kierowcy

Tesla zrobiła właśnie kolejny krok w kierunku pełnego uruchomienia FSD w Europie. Słowenia uznała tymczasową homologację systemu FSD Supervised, stając się szóstym państwem Unii Europejskiej, które dopuściło rozwiązanie na swoich drogach. Wcześniej zrobiły to Holandia, Litwa, Estonia, Dania i Belgia. Tesla zapowiedziała, że wdrożenie w Słowenii rozpocznie się wkrótce.

I tutaj wypada zrobić coś, czego marketingowa nazwa produktu nie ułatwia: Full Self-Driving nie jest w tym przypadku pełną autonomią. Słoweńska agencja bezpieczeństwa ruchu drogowego podkreśla to właściwie tak wyraźnie, jak tylko regulator może. System może sterować samochodem, przyspieszać, hamować, zmieniać pas i podążać wyznaczoną trasą, ale kierowca musi cały czas obserwować drogę, kontrolować działanie systemu i być gotowy natychmiast przejąć prowadzenie. Za samochód nadal odpowiada człowiek.

Czyli Europa zaczyna dopuszczać Full Self-Driving, pod warunkiem że człowiek nadal wykonuje bardzo istotną część driving.

Nazewnictwo technologiczne ma swoje uroki.

Sześć krajów powiedziało „tak”. Pozostała część Europy jeszcze się przygląda

Początek europejskiej ścieżki FSD nastąpił w kwietniu 2026 roku, kiedy holenderski urząd homologacyjny RDW wydał tymczasowe europejskie dopuszczenie dla FSD Supervised. Holendrzy badali system przez ponad 18 miesięcy zarówno na torach testowych, jak i na drogach publicznych. Ze względu na to, że technologia nie mieści się jeszcze w pełni w istniejących europejskich wymaganiach technicznych, zastosowano procedurę przewidzianą dla nowych rozwiązań i koncepcji. Pozostałe państwa członkowskie mogą następnie samodzielnie uznać takie tymczasowe dopuszczenie na swoim terytorium.

Tak właśnie zrobiły kolejno Litwa, Estonia, Dania, Belgia i teraz Słowenia. Nie oznacza to jednak, że Tesla może od jutra włączyć FSD każdemu właścicielowi Modelu Y od Lizbony po Warszawę. Tymczasowa homologacja nie obowiązuje automatycznie w całej Unii – obecnie dotyczy tylko państw, które formalnie ją uznały.

Znacznie większa gra może rozpocząć się już w październiku 2026 roku, kiedy według obecnych informacji możliwe jest głosowanie dotyczące zatwierdzenia rozwiązania na poziomie całej UE. Reuters podaje, że Tesla wskazywała nawet 6 października jako potencjalny termin takiego głosowania.

Sześć państw wygląda więc na razie bardziej jak grupa testowa niż europejska dominacja.

Ale dla Tesli to bardzo ważna grupa testowa.

Francja sprawdza, czy FSD rzeczywiście zachowuje się po europejsku

Jednym z najbardziej interesujących państw pozostaje Francja. Tamtejsze władze nie zdecydowały się jeszcze po prostu zaufać wynikom badań holenderskich i dokumentacji Tesli. Na początku września rozpoczęły własne testy dwóch samochodów wyposażonych w FSD na francuskich drogach. Minister transportu Philippe Tabarot zapowiadał zakończenie oceny w połowie lub drugiej połowie września, tak aby Francja mogła wyrobić sobie stanowisko przed potencjalnym głosowaniem unijnym.

Francuzi mieli wcześniej konkretne zastrzeżenia dotyczące m.in. respektowania ograniczeń prędkości oraz sposobu ostrzegania kierowcy, gdy system uzna, że ten nie poświęca wystarczającej uwagi prowadzeniu. Po miesiącach rozmów technicznych z Teslą stanowisko władz stało się bardziej otwarte, ale zamiast przyjmować zapewnienia producenta, zdecydowano się wyjechać samochodami na drogę i sprawdzić.

To szczególnie ważne przy systemach wspomagania kierowcy. Benchmark przeprowadzony na dobrze oznakowanej amerykańskiej arterii nie odpowiada automatycznie na pytanie, jak samochód poradzi sobie z francuskim rondem, włoską uliczką albo skrzyżowaniem, którego układ powstał mniej więcej w czasach Napoleona i od tego czasu nikt nie miał odwagi go poprawić.

Europa jest bardzo dobrym miejscem do sprawdzania autonomicznej jazdy.

Ma prawie każdy możliwy rodzaj drogi.

Czasami na jednym kilometrze.

Największym problemem Tesli może być nie sama technologia, lecz jej nazwa

FSD jest jednym z najciekawszych przypadków marketingowych współczesnej motoryzacji. Nazwa Full Self-Driving sugeruje poziom automatyzacji, przy którym użytkownik mógłby rozsądnie założyć, że samochód prowadzi się sam. Tymczasem europejska nazwa używana w dokumentacji brzmi FSD Supervised, a regulatorzy konsekwentnie podkreślają obowiązek stałego nadzoru kierowcy.

W praktyce system potrafi wykonywać bardzo rozbudowany zestaw czynności: prowadzić samochód po trasie, wykonywać skręty, zmieniać pas, przyspieszać czy hamować. Technologicznie różnica wobec klasycznego adaptacyjnego tempomatu jest więc ogromna. Odpowiedzialność prawna nie przeskakuje jednak razem z możliwościami oprogramowania. Kierowca nadal musi zachowywać uwagę i przejąć kontrolę, kiedy sytuacja tego wymaga.

To stwarza bardzo trudny problem związany z zachowaniem człowieka. Im lepiej system radzi sobie sam, tym łatwiej kierowcy zacząć traktować go jak autonomiczny. Jednocześnie właśnie w tych rzadkich sytuacjach, w których system sobie nie poradzi, człowiek musi błyskawicznie wrócić do prowadzenia.

Najlepszy system wspomagający może więc paradoksalnie stworzyć jedno z najtrudniejszych zadań dla kierowcy:

przez bardzo długi czas prawie nic nie robić, ale przez cały czas zachowywać pełną gotowość.

Dla Tesli europejska zgoda może być ważniejsza niż kolejna aktualizacja samochodu

Tesla od lat sprzedaje FSD jako jeden z fundamentów swojej przyszłej wartości. W Stanach system rozwijany jest znacznie dłużej, ale Europa pozostawała dla firmy regulacyjnie dużo trudniejszym rynkiem. Uzyskanie szerokiego dopuszczenia oznaczałoby dostęp do milionów samochodów już poruszających się po europejskich drogach bez konieczności fizycznej wymiany pojazdu.

To szczególnie atrakcyjny model biznesowy. Tesla sprzedaje sprzęt raz, ale zaawansowane oprogramowanie może później zamienić istniejący samochód w źródło dodatkowego przychodu. FSD jest więc dla producenta czymś więcej niż funkcją samochodu – to potencjalnie wysokomarżowy produkt software’owy uruchamiany na sprzęcie, który klient już kupił.

Dlatego każdy kolejny regulator mówiący „tak” ma znaczenie wykraczające poza kilka tysięcy słoweńskich Tesli. Każde takie dopuszczenie zwiększa argumentację firmy przed głosowaniem obejmującym znacznie większy rynek.

Europa nie jest może najbardziej dynamicznym kontynentem, jeśli chodzi o wdrażanie nowej technologii.

Za to kiedy już coś zatwierdzi, liczba potencjalnych klientów robi się interesująca.

Dla europejskiego kierowcy ważniejsze będzie jednak to, czego FSD nie potrafi

Przy ewentualnym szerokim debiucie Tesli czeka więc trudne zadanie komunikacyjne. Firma będzie musiała sprzedać produkt wystarczająco efektownie, żeby klienci chcieli za niego zapłacić, ale jednocześnie na tyle ostrożnie, aby nie przekonać ich, że kupili autonomiczny samochód.

To delikatna równowaga.

Jeżeli na ekranie widzimy samochód samodzielnie wykonujący kolejne skręty, przejeżdżający przez skrzyżowania i zmieniający pasy, naturalnym odruchem jest zmniejszenie własnego zaangażowania. Tymczasem słoweński regulator przypomina wprost, że kierowca nie może być pod wpływem alkoholu ani narkotyków, musi zachować pełną uwagę, mieć ważne prawo jazdy i pozostać gotowy do natychmiastowego przejęcia kontroli.

Czyli FSD nie daje jeszcze jednej funkcji, na którą część klientów prawdopodobnie czeka najbardziej:

możliwości zostania pasażerem we własnym samochodzie.

Na to trzeba będzie poczekać.

Europejska ściana zaczyna jednak pękać

Jeszcze kilka miesięcy temu problem FSD w Europie wyglądał jak klasyczny konflikt pomiędzy tempem rozwoju technologii a znacznie wolniejszym procesem legislacyjnym. Dziś sytuacja wyraźnie się zmienia. Holandia przeprowadziła długotrwałe testy i wydała tymczasowe dopuszczenie, pięć kolejnych państw je uznało, Francja wykonuje własne próby, a Finlandia i Grecja również rozważają zgodę.

Najważniejszy może okazać się październik. Jeżeli system otrzyma poparcie na poziomie unijnym, Tesla uzyska coś, o co zabiegała od lat: możliwość oferowania jednego ze swoich najważniejszych produktów software’owych na ogromnym wspólnym rynku.

I wtedy będzie można powiedzieć, że Full Self-Driving rzeczywiście dotarło do Europy.

Oczywiście pod jednym drobnym warunkiem.

Że kierowca cały czas prowadzi.

Anna Rajczak

Przewijanie do góry
Ta witryna jest zarejestrowana pod adresem wpml.org jako witryna rozwojowa. Przełącz się na klucz witryny produkcyjnej na remove this banner.