Tesla Cybercab dostał Starlinka. Bo internet z masztu najwyraźniej był zbyt przyziemny

Tesla Cybercab dostał Starlinka. Bo internet z masztu najwyraźniej był zbyt przyziemny

Tesla pokazała pierwszy egzemplarz Cybercaba z anteną Starlink wbudowaną bezpośrednio w dach. Czyli robotaxi, które nie ma kierownicy ani pedałów, dostało właśnie jeszcze jedną rzecz, której nie ma większość samochodów: własne połączenie z satelitami. I trzeba przyznać, że w przypadku Tesli oraz SpaceX taka integracja była właściwie kwestią czasu.

Najciekawsze jest jednak coś innego.

Cybercab nie potrzebuje Starlinka, żeby samodzielnie jechać.

Czyli nie, po utracie zasięgu satelitarnego samochód nie staje na środku skrzyżowania i nie wyświetla komunikatu „brak połączenia z Internetem”.

Na szczęście.

Antena została schowana w dachu

10 sierpnia konto Tesla Robotaxi pokazało zdjęcia pierwszego fizycznego Cybercaba ze zintegrowanym Starlinkiem. Antena została umieszczona w tylnej części dachu i wygląda znacznie bardziej elegancko niż klasyczny terminal satelitarny przyczepiony do samochodu.

To rozwinięcie rozwiązania, które Tesla zapowiadała już w lipcu. Wtedy firma pokazywała integrację Starlinka na materiałach technicznych. Teraz powstał rzeczywisty samochód wyposażony w takie rozwiązanie.

Cybercab jest dwuosobowym pojazdem zaprojektowanym specjalnie do autonomicznego przewozu pasażerów. Docelowo nie ma kierownicy ani pedałów, a Tesla buduje wokół niego swoją koncepcję sieci robotaxi.

Brak kierownicy.

Brak pedałów.

Za to Internet z kosmosu.

Priorytety zostały ustalone.

Po co robotaxi Starlink?

Tutaj robi się znacznie bardziej interesująco niż sugeruje nagłówek „Tesla wkłada Starlink do samochodu”.

Ashok Elluswamy, odpowiedzialny w Tesli za oprogramowanie AI, wyjaśnił, że stała łączność nie jest wymagana do bezpiecznej jazdy Cybercaba. Samochód wykonuje obliczenia potrzebne do prowadzenia lokalnie, na pokładowym komputerze.

Łączność jest natomiast potrzebna m.in. do:

  • zarządzania flotą,
  • aktualizacji danych nawigacyjnych,
  • kontaktu z pasażerami,
  • obsługi klienta i rozwiązywania problemów z pojazdem.

I tutaj Starlink rzeczywiście ma sens.

Sieć robotaxi nie składa się przecież z jednego samochodu stojącego pod biurem Tesli. Docelowo mają to być tysiące pojazdów, które trzeba śledzić, obsługiwać i utrzymywać w łączności z centralnym systemem.

Standardowa sieć LTE lub 5G nie gwarantuje zasięgu wszędzie.

Elon Musk podczas telekonferencji wynikowej Tesli mówił wprost, że firma nie chce sytuacji, w której robotaxi trafia do miejsca pozbawionego zasięgu komórkowego i właściwie znika z systemu. Starlink ma być dodatkowym zabezpieczeniem przed takimi „Bermudzkimi Trójkątami” łączności.

I nagle satelita w samochodzie przestaje wyglądać jak gadżet.

Chociaż oczywiście można też oglądać filmy w 4K

Nie byłaby to jednak firma Elona Muska, gdyby praktycznego rozwiązania infrastrukturalnego nie dało się jednocześnie sprzedać jako czegoś trochę bardziej futurystycznego.

Musk wskazał, że pasażerowie mogą dzięki połączeniu oglądać transmisje sportowe i filmy w 4K, grać albo pracować podczas podróży.

W przypadku zwykłego samochodu brzmi to trochę jak sposób na zabicie czasu.

W Cybercabie ma większy sens. Skoro pasażer nie prowadzi, cały czas spędzony w samochodzie może przeznaczyć na coś innego.

Tesla od dawna przedstawia autonomiczne samochody nie tylko jako środek transportu, ale jako przestrzeń, w której czas podróży przestaje być czasem poświęconym prowadzeniu.

Starlink bardzo dobrze wpisuje się w tę koncepcję.

O ile oczywiście najpierw rozwiąże się drobny problem polegający na tym, żeby samochód rzeczywiście jeździł bez kierowcy tam, gdzie pozwalają na to przepisy.

Tesla coraz mocniej łączy swoje technologie z technologiami SpaceX

Starlink w Cybercabie pokazuje również coraz silniejsze powiązanie firm kontrolowanych przez Elona Muska.

Tesla może dostarczyć autonomiczny samochód i system zarządzania flotą, a SpaceX — infrastrukturę komunikacyjną działającą także tam, gdzie zawodzą naziemne sieci komórkowe.

Technicznie jest to interesujące, ponieważ niezależny kanał komunikacji może zwiększać odporność dużej floty pojazdów na problemy z lokalnym zasięgiem.

Jednocześnie pojawia się oczywiste pytanie ekonomiczne.

Jeżeli każdy Cybercab ma mieć terminal satelitarny, oznacza to dodatkowy element sprzętowy, zużycie energii oraz koszt zapewnienia łączności. Przy pojedynczym samochodzie nie robi to wielkiego wrażenia. Przy flocie liczącej dziesiątki albo setki tysięcy aut zaczyna mieć znaczenie. Na razie Tesla nie przedstawiła szczegółowego modelu kosztowego takiego rozwiązania.

Starlink nie sprawi, że Cybercab będzie autonomiczny. Ale może sprawić, że autonomia będzie łatwiejsza do skalowania

I to chyba najważniejszy element całej historii.

Starlink nie jest magicznym brakującym elementem systemu autonomicznej jazdy.

Nie prowadzi samochodu.

Nie podejmuje decyzji na skrzyżowaniach.

Nie analizuje obrazu z kamer.

Jego rola jest znacznie mniej widowiskowa: ma pomagać utrzymywać samochód jako część działającej, zarządzanej zdalnie floty.

A właśnie takie mało spektakularne problemy zaczynają mieć znaczenie, kiedy autonomiczne samochody przestają być demonstracją technologiczną, a mają stać się normalną usługą transportową.

Tesla pokazała więc samochód bez kierownicy, który łączy się z satelitami krążącymi nad Ziemią.

Brzmi bardzo futurystycznie.

Tylko tym razem pod futurystyczną otoczką kryje się rozwiązanie całkiem praktycznego problemu: co zrobić, żeby robotaxi nie straciło kontaktu z flotą tylko dlatego, że operator komórkowy akurat uznał, że w tym miejscu wystarczą dwie kreski zasięgu.

Anna Rajczak

Przewijanie do góry
Ta witryna jest zarejestrowana pod adresem wpml.org jako witryna rozwojowa. Przełącz się na klucz witryny produkcyjnej na remove this banner.