
Tesla i SpaceX budują fabrykę chipów za 16,8 mld dolarów. Najpierw muszą wygrać spór o nazwę
Tesla i SpaceX planują zbudować w Teksasie jedną z największych fabryk półprzewodników na świecie. Pierwsza faza projektu ma kosztować 16,8 mld dolarów, zakład ma zajmować docelowo ponad 100 mln stóp kwadratowych, produkować układy logiczne, pamięci oraz zaawansowane rozwiązania pakowania i zapewniać chipy między innymi dla samochodów Tesli, Optimusa oraz infrastruktury SpaceX. Projekt nosi nazwę Terafab. I właśnie ta nazwa stała się problemem, zanim w fabryce powstał choć jeden chip. Tesla i SpaceX złożyły w sądzie federalnym w Teksasie pozew przeciwko firmie TERA-print, rozpoczynając spór o prawa do oznaczenia „Terafab”.
Jest w tym coś wyjątkowo charakterystycznego dla współczesnego przemysłu technologicznego. Firmy Elona Muska projektują fabrykę za kilkanaście miliardów dolarów, która ma produkować chipy dla humanoidalnych robotów, autonomicznych samochodów i komputerów działających w kosmosie, a pierwszą przeszkodą okazuje się rzecz znana każdemu, kto kiedykolwiek próbował założyć sklep internetowy: ktoś wcześniej używał podobnej nazwy. Technologia XXI wieku, problem bardzo klasyczny.
TERA-print twierdzi, że „Tera-Fab” miało na długo przed Muskiem
Spór nie dotyczy przypadkowej firmy działającej w zupełnie innej branży. TERA-print zajmuje się technologiami nanofabrykacji i od ponad dekady sprzedaje urządzenia litograficzne pod oznaczeniem Tera-Fab. Według firmy sprzęt trafiał między innymi do zastosowań badawczych, bioinżynierii oraz prototypowania mikrostruktur, a wśród klientów znajdowały się również instytucje amerykańskiego sektora publicznego. TERA-print miało w maju 2026 roku wysłać do Tesli i SpaceX wezwanie do zaprzestania używania spornej nazwy. Firmy Muska odpowiedziały ostatecznie własnym pozwem, domagając się rozstrzygnięcia kwestii praw do oznaczenia.
Nie oznacza to, że TERA-print automatycznie wygra. W prawie znaków towarowych znaczenie mają między innymi zakres ochrony, konkretne produkty i usługi, możliwość wprowadzenia odbiorców w błąd oraz sposób wykorzystywania oznaczenia. Tesla i SpaceX mogą argumentować, że ich projekt jest zupełnie inną skalą przedsięwzięcia i używa nazwy w odmiennym kontekście. Z drugiej strony podobieństwo jest oczywiste, a obie strony działają w szeroko rozumianym świecie mikro- i nanofabrykacji. Teraz to sąd będzie musiał ustalić, czy istnieją podstawy do ochrony wcześniejszego oznaczenia i jak szeroko ta ochrona powinna sięgać.
Czyli projektują fabrykę, która ma przesuwać granice przemysłu półprzewodnikowego, ale przez chwilę najważniejszym specjalistą przy stole może być nie inżynier procesu.
Tylko prawnik od znaków towarowych.
Sama Terafab jest projektem absurdalnym nawet jak na skalę Tesli
Gdy odłożymy spór o nazwę, sam projekt robi znacznie większe wrażenie. Tesla i SpaceX deklarują, że zapotrzebowanie ich przyszłych systemów na moc obliczeniową będzie przekraczać możliwości obecnego i planowanego globalnego łańcucha dostaw. Terafab ma więc integrować w jednym miejscu produkcję układów logicznych, pamięci, zaawansowane pakowanie oraz testowanie. Pierwsza faza ma oznaczać ponad 16,8 mld dolarów inwestycji i przynajmniej 3000 miejsc pracy, natomiast dokumenty dotyczące zachęt inwestycyjnych wskazują, że w kolejnych etapach łączna wartość przedsięwzięcia mogłaby sięgnąć nawet około 119 mld dolarów.
Planowana powierzchnia przekraczająca 100 mln stóp kwadratowych – około 9,3 mln m² – stawiałaby zakład w kategorii konstrukcji przemysłowych o skali trudnej do porównania z typową fabryką półprzewodników. SpaceX opisuje projekt jako próbę stworzenia infrastruktury zdolnej produkować ponad 1 TW mocy obliczeniowej rocznie. To nie jest standardowa jednostka określająca liczbę chipów, lecz element szerszej narracji Muska o przyszłości gigantycznych systemów AI działających na Ziemi i w przestrzeni kosmicznej.
W oficjalnych materiałach Terafab pojawiają się Tesla Optimus, przyszłe układy AI5 i AI6 oraz rozwiązania przeznaczone dla SpaceX. W tym momencie granice między firmami Muska zaczynają wyglądać bardziej jak linie organizacyjne niż technologiczne. Tesla potrzebuje chipów do autonomii i robotów. SpaceX potrzebuje chipów dla systemów kosmicznych i planowanej infrastruktury obliczeniowej. Obie firmy chcą zwiększyć kontrolę nad strategicznym komponentem całej układanki.
W pewnym sensie naturalnym kolejnym krokiem po produkowaniu własnych samochodów, baterii, rakiet i robotów było więc stwierdzenie:
a może teraz zrobimy własny przemysł półprzewodnikowy.
Bo Tesla coraz mniej chce być zależna od cudzych fabryk
Obecnie Tesla nie produkuje swoich najbardziej zaawansowanych procesorów całkowicie samodzielnie. Korzysta z usług wyspecjalizowanych producentów półprzewodników, w tym Samsunga i TSMC. Firma zawarła między innymi wielomiliardową umowę z Samsungiem dotyczącą produkcji przyszłych chipów AI6 w nowym zakładzie w Teksasie. Terafab nie oznacza więc, że Tesla jutro przestanie korzystać z zewnętrznych foundry. Wręcz przeciwnie: ogromna skala potrzeb obliczeniowych sprawia, że przez wiele lat może potrzebować jednocześnie własnej produkcji i największych dostawców świata.
Musk wielokrotnie argumentował jednak, że skala przyszłych zastosowań AI będzie tak duża, że poleganie wyłącznie na istniejącym łańcuchu dostaw stworzy wąskie gardło. W oficjalnych materiałach SpaceX pojawia się wręcz stwierdzenie, że wspólny popyt Tesli i SpaceX na chipy będzie znacznie wyższy od dostępnej globalnej podaży. Terafab jest więc projektem pionowej integracji w najbardziej ekstremalnej wersji: zamiast negocjować coraz większe kontrakty z Samsungiem czy TSMC, firmy Muska chcą docelowo posiadać część własnej infrastruktury produkcyjnej.
Strategicznie ma to sens. Produkcja półprzewodników należy jednak do najbardziej kapitałochłonnych i technologicznie wymagających gałęzi przemysłu na świecie. Tesla potrafi produkować samochody, SpaceX potrafi produkować rakiety, ale fabryka najnowocześniejszych chipów wymaga zupełnie innego zestawu kompetencji: litografii, chemii procesowej, kontroli defektów, metrologii, zaawansowanego pakowania i – przede wszystkim – osiągnięcia wysokiego uzysku.
Wybudowanie budynku jest trudne.
Sprawienie, żeby wychodziły z niego dobre chipy w rozsądnej cenie, jest trochę trudniejsze.
Dlatego w całej układance pojawia się Intel
Dokumenty SpaceX wskazują, że w przedsięwzięciu ma uczestniczyć również Intel, którego wkładem ma być doświadczenie w projektowaniu, produkcji i pakowaniu wysokowydajnych układów. To ważna informacja, ponieważ sama pionowa integracja Tesli i SpaceX nie zastąpi kilku dekad doświadczenia foundry. Terafab ma więc łączyć zasoby firm Muska z know-how istniejącego producenta półprzewodników.
Model ma pozwalać szybciej projektować chipy i bezpośrednio dostosowywać proces produkcyjny do własnych zastosowań. Dla Optimusa może oznaczać procesory zoptymalizowane pod robotykę i percepcję. Dla samochodów – kolejne generacje systemów autonomicznej jazdy. Dla SpaceX – układy projektowane z myślą o pracy w środowisku kosmicznym i planowanych centrach obliczeniowych na orbicie.
To jest właściwie znacznie ciekawsze niż sam gigantyczny budynek. Tesla i SpaceX próbują skrócić odległość pomiędzy człowiekiem projektującym algorytm AI a fabryką produkującą krzem, na którym ten algorytm będzie działał. Każda iteracja sprzętu mogłaby być mocniej związana z konkretnym oprogramowaniem i zastosowaniem.
To podobna filozofia do Apple Silicon, tylko z typową dla Muska korektą skali.
Apple projektuje własny procesor.
Musk chce dobudować do tego jedną z największych fabryk na świecie.
A wszystko ma powstać w Teksasie
Pierwszy etap Terafab zostanie zlokalizowany w Grimes County, około godziny drogi od Houston. Stan Teksas przyznał projektowi 30 mln dolarów wsparcia z Texas Enterprise Fund, a inwestycja ma korzystać również z programu ulg podatkowych JETI. Lokalizacja znajduje się w pobliżu Gibbons Creek Reservoir, którego woda ma być używana do procesów przemysłowych bez zwiększania presji na lokalne zasoby wód gruntowych.
To kolejny krok w budowaniu przemysłowego zaplecza firm Muska właśnie w Teksasie. Tesla ma tam Gigafactory i centralę, SpaceX rozwija Starbase oraz inne obiekty, a nowa fabryka półprzewodników jeszcze bardziej zwiększy ich fizyczną koncentrację w jednym stanie. Pod względem logistyki, dostępu do energii, terenów inwestycyjnych i przyjazności regulacyjnej taki układ ma oczywiste zalety.
Jednocześnie fabryka chipów wymaga ogromnych ilości energii. Według informacji dotyczących projektu Terafab ma korzystać m.in. z własnych elektrowni gazowych wspieranych przez duże magazyny energii. Nie przewidziano natomiast, przynajmniej w początkowym planie, dominującej roli systemów solarnych Tesli.
Firma, która przez lata sprzedawała wizję przyspieszenia przejścia świata na zrównoważoną energię, buduje więc gigantyczną fabrykę AI zasilaną gazem.
W technologii czasami najkrótsza droga do przyszłości prowadzi przez całkiem tradycyjną turbinę.
Największym pytaniem nie jest jednak nazwa. Jest nim to, czy ten projekt w ogóle da się zrealizować w deklarowanej skali
Spór z TERA-print jest medialnie wdzięczny, ale dla przyszłości Tesli ma drugorzędne znaczenie. W najgorszym przypadku firmy będą musiały zmienić branding, zawrzeć ugodę albo dostosować sposób używania nazwy. Znacznie poważniejszym wyzwaniem będzie wybudowanie zakładu i osiągnięcie parametrów produkcyjnych, które uzasadnią dziesiątki miliardów dolarów inwestycji.
Historia przemysłu półprzewodnikowego jest pełna firm, które potrafiły zaprojektować świetny chip, ale nie potrafiły ekonomicznie go wyprodukować. Fabryka musi działać z wysoką dostępnością, utrzymywać ekstremalnie stabilne parametry procesowe i osiągać odpowiedni yield. W przypadku najnowszych technologii każdy procent uzysku może oznaczać ogromną różnicę w kosztach.
Tesla jest przyzwyczajona do agresywnej pionowej integracji, a SpaceX wielokrotnie pokazał, że potrafi wejść do przemysłu zdominowanego przez tradycyjnych graczy i radykalnie zmienić jego ekonomikę. To są argumenty za tym, żeby Terafab traktować poważnie.
Z drugiej strony światowa produkcja półprzewodników nie została zdominowana przez TSMC i Samsunga dlatego, że nikt wcześniej nie wpadł na pomysł zbudowania dużej fabryki.
Po prostu jest to ekstremalnie trudne.
Tesla chce więc zostać producentem samochodów, robotów, energii i… chipów
Terafab jest kolejnym dowodem na to, że opisanie Tesli jako „producenta samochodów elektrycznych” staje się coraz mniej kompletne. Firma rozwija autonomiczną jazdę, robotaxi, Optimusa, systemy magazynowania energii, własne procesory AI i teraz współfinansuje infrastrukturę mającą te procesory produkować.
Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, wartość projektu nie będzie polegała na sprzedawaniu chipów innym producentom. Największą korzyścią będzie możliwość kontrolowania jeszcze większej części własnego stosu technologicznego – od krzemu, przez komputer, po model AI, robota albo samochód.
A zanim ta wizja się zmaterializuje, Tesla i SpaceX mają do rozwiązania znacznie bardziej przyziemną sprawę.
Muszą ustalić, czy mogą napisać „Terafab” na budynku.
Fabryka za 16,8 mld dolarów jeszcze nie produkuje chipów, ale przynajmniej już produkuje pozwy.
To też jakiś rodzaj yield.
Anna Rajczak