
Tesla aktualizuje starsze auta. Full Self-Driving znów jest „już prawie”
Tesla przypomniała sobie o właścicielach samochodów ze starszym Hardware 3 i zaczęła udostępniać im aktualizację Full Self-Driving v14 w wersji „lite”. To ważna wiadomość, bo ta grupa klientów przez długi czas mogła mieć wrażenie, że kupiła bilet na pokaz przyszłości, ale organizator zamknął drzwi i przeniósł premierę na bliżej nieokreślony termin.
Aktualizacja ma poprawiać działanie systemu, profile prędkości w mieście i wybór celu podróży. Tesla udostępnia ją najpierw wybranym użytkownikom, żeby zebrać opinie, a dopiero potem prawdopodobnie rozszerzy wdrożenie. Czyli klasycznie: przyszłość nadeszła, ale na razie w kontrolowanej grupie i z dopiskiem, że prosimy nie robić zbyt dużego zamieszania.
Starszy hardware, nowe obietnice
Najciekawsze w tej historii jest to, że chodzi właśnie o auta z Hardware 3. Przez lata Tesla sprzedawała wizję samochodów, które dzięki oprogramowaniu będą coraz mądrzejsze, coraz bardziej samodzielne i w zasadzie z czasem same zarobią na siebie jako robotaksówki. Brzmiało pięknie, szczególnie jeśli ktoś lubi przyszłość w abonamencie.
Problem w tym, że rozwój FSD okazał się znacznie bardziej skomplikowany niż marketingowe slajdy. Właściciele starszych aut słyszeli obietnice, ale widzieli, że najgłośniejsze nowości coraz częściej krążą wokół nowszego sprzętu. Aktualizacja v14 „lite” jest więc dla Tesli czymś więcej niż zwykłą paczką poprawek. To próba pokazania, że starsi klienci nie zostali całkiem zapomniani.
Giełda lubi takie historie
Rynek zareagował entuzjastycznie. Akcje Tesli wzrosły po informacji o aktualizacji, bo każdy ruch związany z FSD wciąż działa na wyobraźnię inwestorów. Tesla nie jest już przecież tylko producentem samochodów elektrycznych. Przynajmniej według narracji Elona Muska ma być firmą od autonomii, sztucznej inteligencji, robotaksówek, humanoidalnych robotów i prawdopodobnie jeszcze kilku rzeczy, które dopiero pojawią się w kolejnym poście na X.
To właśnie dlatego nawet aktualizacja dla starszego sprzętu może mieć znaczenie większe niż sugerowałaby sama lista zmian. FSD to dla Tesli nie tylko funkcja. To obietnica dodatkowych przychodów, subskrypcji, wyższej wartości samochodów i argumentu, że firma gra w zupełnie innej lidze niż klasyczni producenci aut.
Europa nadal patrzy Tesli na ręce
Równolegle Tesla stara się o szerszą akceptację FSD poza Stanami Zjednoczonymi. W Europie proces idzie jednak mniej widowiskowo niż konferencje Elona Muska. Belgia dała zielone światło na sprzedaż technologii, ale Reuters informował też o sceptycyzmie części europejskich regulatorów, w tym Szwecji, która miała zgłaszać zastrzeżenia dotyczące możliwości przekraczania limitów prędkości przez system. I tu dochodzimy do sedna: Tesla może opowiadać o autonomii, ale regulatorzy nadal pytają o bardzo przyziemne rzeczy. Na przykład: czy samochód będzie przestrzegał przepisów. Niby drobiazg, ale w ruchu drogowym dość istotny.
Nowa aktualizacja FSD dla Hardware 3 jest więc dobrym sygnałem dla Tesli i jej klientów. Pokazuje, że firma wciąż próbuje dowieźć starsze obietnice. Ale jednocześnie przypomina, że między „samochód sam pojedzie” a „samochód może bezpiecznie, legalnie i masowo jeździć bez stresu dla regulatorów” jest jeszcze spory kawałek drogi. Tesla znów przesuwa granicę technologii. Tylko że tym razem najważniejsze pytanie brzmi nie „czy przyszłość nadejdzie?”, ale „czy tym razem rzeczywiście dojedzie pod wskazany adres?”.
Anna Rajczak